Z kategorii Przygodowo

Moje największe słowne rozczarowanie na przestrzeni dwóch lat: „młoda dama”…. Ma ono tak skrajne emocje w sobie, że trudno mi ocenić czy je lubię czy nie. Raczej pierwsze skojarzenie jest cudowne niestety potem, kojarzy mi się tylko źle.
Odkryłam też zupełnym przypadkiem, że zwrot „podjęłam męską decyzje”, nie ma w ogóle zastosowania w praktyce, gdyż  właśnie mężczyźni trudniej i wolniej podejmują je i z różnym skutkiem (bez obrazy chłopaki).  Jednocześnie oglądając ostatniego „Mad Maxa” zauważyłam, że już nawet w filmach, kobiety biorą sprawy w swoje ręce ;)
Nie jest to jednak esej o różnicach w płci, a raczej zastanawia mnie, w którym punkcie jest tak naprawdę współczesna kobieta. Ostatnio wróciłam z Maroka, a kobiety ubrane w dżelaby, wywoływały we mnie podobnie skrajne emocje jak słowo „młoda dama”. Po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać w oczach tych kobiet radość i duże zadowolenie z tego kim są i jak się ubierają.  Nie jest to takie męczennictwo, jak mi się wydawało. Ubiór sam w sobie podyktowany jest po części warunkami klimatycznymi w jakich żyją. Jest gorąco, upalnie, słońce na horyzoncie ponad 300 dni w roku, wiatr i piach ciągle padający w twarz. A po części z religii. Pod koniec mojej podróży wyglądałam zupełnie jak one i nie dlatego, że kupiłam wszystko by wyglądać podobnie, a dlatego, że nagle europejskie ciuchy po 7 dniach wyprawy bardzo mnie męczyły i stawały się niewygodne. Zaś stój  arabski wykonany jest z bardzo przewiewnego materiału, idealnie się sprawdzał w warunkach +50st. Jednocześnie uporczywy wiatr i chłodne wieczory sprawiały, że nie myślalo się o niczym innym jak zatkaniu głowy długą chustą, łącznie z szyją i połową twarzy, bo nie dość, że ciepło (ale nie gorąco), to jeszcze piasek nie wpada wszędzie.

Zauważyłam też, że pomimo, że tak naprawdę całe plaże należą do mężczyzn, bo skąpych bikini raczej nie ma za wiele, chyba, że turystki – to panowie mają duży szacunek do Pań i jest to naprawdę odczuwalne. Nikt nie jest nachalny a zawsze grzeczny i raczej mają rozwinięty zmysł wyczuwania, że ktoś jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy itp…Zastanawiam się jak to jest w Polsce, czy krajach europejskich….
Wracając do Maroka, panie zawsze są na czele karawanu na pustyni, jak i odgrywają ważną rolę w domach marokańskich- bardzo ważne jest ich zdanie. Na sukach (targach) można wykorzystać natręctwo tamtejszych mieszkańców, cóż…nie dobije się targu jak kobieta będzie nie zadowolona :) Marokańczycy boją się zdenerwowanych kobiet- poza tym, kto przekona upartą kobietę do zmiany zdania….:)
Na początku wydawało mi się, że kobiety w Maroku są bardzo zniewolone, kojarzyły mi się tylko i wyłącznie z tym, że są pierwszą, drugą bądź trzecią żoną i ma zapewne już dwójkę dzieci a z trzecim jest w ciąży….nic tylko zajmuje się wychowaniem, i rodzeniem….Niewiele widać dziewczynek małych na ulicach, chłopców tak- mnóstwo, biegają za piłką niezależnie gdzie są, czy w małej wąskiej alejce czy na ulicy. Okazuje się, że kobiety marokańskie potrafią być także bardzo przedsiębiorcze,  na placuDżamaa al-Fina potrafią w 3 minuty namalować hennę za którą oczywiście musisz zapłacić, zanim jeszcze pomyślisz, że się zdecydowałeś. Jednocześnie ich małe dzieci nie przeszkadzają im w realizacji swoich prac…widziałam np. kobietę, rozkładającą swoje obrazy na targu, a jej malutkie dziecko spało zwinięte w chustach na plecach…Mocno uderzającejest to, że w lokalach nie ma kobiet. W ogóle. Muszę przyznać, że czułam się nieswojo.. Chciałabym na chwilę przeskoczyć do Belgii, zatrzymałam się tam jedną noc u kolegi i miałam okazję poobserwować znów styl bardzo studencki europejski- bardzo odważne te kobiety były i wymalowane :) Jednocześnie ten skok z Maroka do takiego kraju był zbyt radykalny. Odkryłam bowiem w bardzo szybkim tempie, ile warte jest ciało, jak je bardziej odsłonisz. Nie wiem czy to dziwne czy nie, ale mnie się tęskni za ubraniami afrykańskimi, bo są niesamowicie wygodne i wcale nie prawda, że są aseksulane. Przede wszystkim są zrobione z niezwykłym wyczuciem smaku, drobnych detali i kolorów. Nawet czarne rzeczy są tak skrojone i uszyte, że mają w sobie jakąś niewyjaśnioną magię przyciągania. Oczywiście muszę wspomnieć o niezwykłej urodzie marokańskich młodych dam….myślę, że wielu europejczyków i nie tylko, ma nie jedną fantazję związaną z tym…. dużo egzotyki, czekoladowy kolor ciała i fakt, że widać tylko oczy.
W Maroku kobiety spędzają czas razem z innymi, pomagają sobie, zakładają biznes, a to kosmetyczny, a to właśnie związany z szyciem, uwielbiałam oglądać te kolejki u fryzjera o godzinie 23…. Nie ma tego w Europie- kobiety raczej nie spędzają czasu razem, bądź są to bardzo powierzchowne relacje, które potrafią nawet zniknąć ni stąd ni zowąd, bo nie cele jest obcowanie z kobietami a podskórna rywalizacja kobiet ze sobą. Okropnie tego nie znoszę, stąd niewiele mam bliskich mi kobiet, ale zaczęłam poznać więcej naprawdę interesujących „nie sfrustrowanych kobiet”.
Nasz kraj kojarzy mi się z kobietami, które albo nie mają kompleksów ani samo-krytyki więc zawsze są zajebiste, albo z kobietami, co naprawdę są zajebiste ale zbyt mało odważne by to uwydatnić. Oczywiście jest ten środek, czyli coś w sumie najbardziej pożądanego, ale trudnego do osiągnięcia. Zawsze ciągną się nam przecież jakieś upiory przeszłości…
Mimo to, brakuje mi szczerych relacji między kobietami, można czasem czuć się jak na licytacji…ile osiągnęłaś i czy więcej bądź mniej o tej „x”…czy lepiej wyglądasz czy nie, czy ktoś mnie męczy czy nie….generalnie brak tolerancji wokół wbija mnie w fotel, bo co to znaczy, że ktoś ma więcej a ktoś mnie, jaką miarą to można zmierzyć i dlaczego jedni są warci większej uwagi a inni nie? Bo się opłaca…?
Trochę głupie to porównanie krajów tak zupełnie skrajnych, ale jedno jest pewne, chciałabym by kobiety były razem, bardziej, wspierały się, dzieliły, co Wy mężczyźni chyba potraficie zrobić dużo lepiej niż my…i tego Wam szczerze zazdroszczę.

małe Wielkie niespełnione

Ciężki stan tego serca. Bije, ale mocniej nie potrafi. Chce, ale nie ma sił. Jakby wokół wszystkie naczynia się zwęziły i nie dopuszczały do siebie. Niekiedy w ogóle przestaje już bić, nie chce bić. Podobno, jak często bije nierówno, to bardzo boli. Ściska w pół, jakby krew lała się strumieniem. No ale przecież to niemożliwe. I działa sobie takie serce, niekiedy czuje jakieś ciepło, czuje coś, co wydaje się jakieś bezpieczne. Czuje się wtedy cudownie. Skacze, bije, tętni! Pewnego dnia jedno z serc przypomina sobie historie. Dawno temu inne bicia serc opowiadały, że niekiedy zdarza się tak – a podobno zdarza się to raz na milion lat – że  dwa serca spotykają się, przyciągają i ładują jak akumulatorki. Zlizują blizny przeszłości, budują mosty przyszłości. I czują wir tętniącej krwi… Niestety często tak jest, że ich szczęście jest połowiczne, gdyż nie dane im odnaleźć siebie. Czują siebie, są blisko i biją mocno, ale mieszkają na innych biegunach życia.Widzą się, są na wyciągnięcie swoich naczyń, jednak połączyć się nie mogą…

Słyszano, że w innych rejonach, są serca, które wyciskają z serc innych cały krwowitaminowy sok i porzucają, gdy serce już odmawia posłuszeństwa. Takie serca są najbiedniejsze. Pokaleczone, pokłute, poszarpane, próbują resztą swych sił uderzyć choć kilka razy.

Są też takie z happy endem. Gdzie serce spotyka drugie serce i czuje, że już odłączyć się nie da. Takie zcalone pędzi,wali, żyje. A kiedy musi odpocząć, jedno serce pomaga, gdy drugie jest słabsze.  Ładuje drugie, gdy pierwsze opada z sił. Razem pompują życiową krew do swych komór i czują jak wszystko wokół wibruje. Podobno takie stany u ludzi nazywają miłością. Serca nie wiedzą co to znaczy, wiedzą tylko czy dobrze się czują z drugim sercem, a jak czują się  w towarzystwie innych. Ile różnych serc – tyle różnych odcieni miłości. Jedna wielka, druga mała, inna nigdy nie spełniona…

28 kwietnia 2009, 00:27

Wysłałam zgłoszenie. Namiar na festiwal znalazłam przypadkiem. Złość mną pokierowała! Usiadłam i pomyślałam! Jak to nie będę grała żadnego koncertu w tym roku?? Zgłoszenie wysłane po terminie…przeszło! Pomysł- ZAHIR. Tu byłaby kolejna historia skąd tytuł i wszystko….innym razem może…
W tym czasie,  jak zwykle tysiąc spraw w pracy, pick-up źle ustawiony…ustawienia loopera nie opanowane… wolne od pracy na tydzień, granie od rana do momentu aż miałam siłe :) Kawałki..większość z nich nie miały nawet dwóch tygodni, bo wiadomość, że dostałam się na Sopot Fringe przyszła późno i miałam zaledwie 3 tygodnie by się przygotować. Nowy looper, nowe kawałki, a dzień przed wyjazdem wpadłam na pomysł, że potrzebuje jeszcze jeden sprzęt?!! Całkiem szybko na to wpadłam. Mail do Roland Polska i pytanie na żywioł! Dzień później, kurier już pukał do mych drzwi!! :) Super!

Tyle, że samochód się zepsuł, sprzętu masakrycznie dużo, napięcie w powietrzu.
W jedną stronę polski bus, w drugą pociąg…umęczenie totalne…
….

Tyle pracy, wiary w to, żeby  zagrać po prostu, być …sprawiło, że się udało.
Byłam szczęśliwa bo miałam wariackie leginsy, o nagrodzie nie pomyślałam…dużo było artystów, a ja niekoniecznie byłam zadowolona z mojego wykonania. Ja chyba nawet nie wiedziałam, że jest taka nagroda, wiedziałam o nagrodzie publiczności!  I dzisiaj ta wiadomość, że dostałam wyróżniona i w nagrodę jadę za rok do Sztokholmu…marzyło mi się to…już kombinowałam co tu zrobić, żeby mieć kasę na taki zagraniczny fringe?! :)

NAGRODA STOFF

 

Kiedy dostałam mail…odpisałam…”żartujecie, prawda?” mało profesjonalnie, ale nigdy nikt tak mnie nie wyróżnił, pomyślałam, pomylili się. Nagle rozległ się telefon – TAK to PRAWDA! Nie wiem jak ważna to jest nagroda. Pojechałam by zagrać. DLA SIEBIE.

 

WYTRWAŁOŚĆ POPŁACA I CHODZENIE WŁASNYMI DROGAMI TAKŻE.
JEŚLI TYLKO WIERZYSZ W CO ROBISZ I KOCHASZ TO CO ROBISZ POMIMO WSZYSTKO I WSZYSTKICH!

 

P.S. Byli tacy co mi odradzali wyjazd…ten wyjazd nie był usłany różami..raczej cierniami, ale UPARTA JESTEM. Dzięki dziadku za tę cechę!

 

 

Zaczęłam także kilka innych rzeczy, baardzo różnych ale to jeszcze nie czas na prezentacje :)

Poza tym nic się nie dzieje…gram! :)

Szamani wsłuchani w sny i rozmawiający z duchami. 

 

Jedna z najbardziej zróżnicowanych wewnętrznie Tradycji, etnicznie, kulturowo i światopoglądowo. Za Mówców Marzeń uważa się zarówno indiańskich mędrców jak i afrykańskich szamanów, czy kapłanów z dalekiego wschodu. Większość z nich jest przywiązana do miejsca skąd pochodzą, plemienia, rodziny, sekty… mogą nawet być wrodzy wobec siebie nawzajem, jeśli pochodzą z wrogich plemion. Łączy ich wiara, że prócz świata materialnego, widocznego dla każdego, istnieje też o wiele bogatszy świat duchów, przyjaznych, wrogich, świadomych i dzikich. Nieskończone bogactwo. Wiele z nich wpływa na ludność lub też za namową, przebłaganiem, paktem mogą pomóc. Najłatwiej wejrzeć w świat duchów podczas snu, odurzenia naturalnymi substancjami, lub tańców w rytm muzyki. (Duch)

Lokalizacja: Sesja nie jest przeznaczona dla Indian czy Papuasów, można spróbować z afrykańskim niewolnikiem, ewentualnie poganinem. Można przyjąć, że Verbena to kultury pogańskie oparte bardziej na materii i życiu, zaś Mówcy to te skupione na życiu w zaświatach.

22 listopada 2007 napisalam „… zapragnelam zobaczyc zorze polarna”
29 listopada 2011 widzialam ja pierwsz raz

marzenia sie spelniaja, ale trzeba byc wytrwalym i ciagle pracowac by byc blizej celu…
wlasnie dzisiaj zdalam sobie sprawe z tego, ze to marzenie pielegnowalam tyle czasu, a layout bloga…przypomina mi jakos dziwnie….zorze? :)

Trømso [czyt. Trumso] najwieksze miasto põlnocy. Polozone na wyspie Tromsøya, za kołem podbiegunowym. Nazywane takze: Wrotami Arktyki, badz bardziej romantycznie Nordens Paris -Paryz Polnocy.
Honningsvåg najbardziej wysuniete na polnoc miejsce w gminie Nordkapp.

Nie da sie porownac tych dwoch miejsc. Wiem jedno. Jesli tylko wybierzesz sie do Trømso, nie poznasz prawdziwej Norwegii.
Osobiscie zakochalam sie w Honningsvåg. Cisza…gory, morze i nic poza tym. Zero drzew, zero pospiechu, zero ruchu. Tylko natura i to w wersji totalnie surowej! Tam nawet cywlizacji za wiele nie ma. Mieszkancow 2 tysiace, a podobno jak raz do roku przyplywa tam duzy prom, to na pokladzie znajduje sie wiecej ludzi niz tym miejscu.
Uwielbiam to miejsce, ludzi, te male sklepiki w ilosci trzech na krzyz…wielkie statki..zapach ryb….i ten wiecznie wiejacy wiatr…

Wrocilam z poszukiwan zorzy. Udalo sie. Widzialam jej tyle ile chcialam! Co ciekawe, najfajniesze widzialam w miejscu, gdzie sama znalazlam, badz przypadkowo. Miejsca, ktore podobno sa „pewniakami” tym razem zawiodly..choc z drugiej strony…bylo jedno miejsce, gdzie zaskoczyl mnie ksztalt zorzy…Bo byl taki geometryczny, jakby kot podrapal niebo i zostaly slady zielonkawe na niebie. Teraz juz wiem, dlaczego The Ice Cathedral ma taki wlasnie kszalt.

Jak wyglada zorza?
Troche jak taka mgielka na niebie, tylko bardzo „elastyczna” wijaca sie po niebie, zanikajaca i znow pojawiajaca sie. Jest tak ulotna, delikatna, a czasem czuc jakby jej sile..ech…nielatwe to opisywanie. To tak jakby ktos wzial pedzel z farba i bardzo delikatnie zaczal malowac „smugi” na niebie…:)))

Proba zdjec
Iluminacja kolorow nie jest tak intensywna jak pokazuja ja na video. Powodem jest bardzo duzy problem z uwiecznieniem tego zjawiska. Niestety. A jak juz uda sie, to ze wzgledu na dlugi czas naswietlania, kolory sa bardziej intensywne. Choc…zdarza sie, ze naprawde widac ja doskonale. I bylo kilka takich, ktore po prostu swiecily jak szalone. Ciekawe tez bylo to, ze czasem jakby niebo bylo podswietlone od dolu, jakby ktos podszedl i je podswietlal. Niesamowity widok.

Kolory
Trømso – jest idealnym miejscem w Norwegii do ogladania zorzy, ze wzgledu na jego dobre polozenie geograficzne, ale tutaj nie zobaczymy – a raczej bardzo bardzo rzadko ujrzymy zorze kolorowa. Najczesciej jest to zorza zielona (czyli atomy zderzaja sie z czasteczkami tlenu). Reszte kolorow najlepiej obejrzec w Rosji albo wybrac sie na Alaske. Tam podobno to jest najbardziej mozliwe. Zatem wiadomo, gdzie bede chciala pojechac nastepnym razem :D

Dzwiek
Nie latwo uslyszec. Pytalam wielu ludzi, ktorzy ogladaja zorze codziennie…i mieli z tym niezly problem. Inny pan znow opowiedzial mi, o tym jak on kiedys slyszal ja i wydaje mi sie, ze jest bliska prawdy. Mianowcie opisal to jako szeleszczenie, troche jakby male drobne iskierki spadaly..jakby szelest celofanu…ech…
Nagralam kilka dzwiekow..zobacze co tam jest jak wroce, ale wydaje mi sie, ze dodatkowym elementem wchodzacym w sklad dzwieku zorzy jest wiatr…faktycznie ma sie wrazenie, jakby slyszalo sie drobne wyladowania na niebie…ale czy to jest mozliwe?

Nie moge zasnac po tylu wrazeniach…bede pisac.

Dotarlam. W samolotach w ktorych trzeslo niemilosiernie, dwa razy ryczalam. Ze szczescia. Z widokow, z tej niezwyklej przestrzeni, ktorej szukalam…I znalazlam ja tutaj…!!!!Kurwa! Jak tutaj jest pieknie! Trømso to pestka w porownaniu z tym.
Spanie na lotnisku, gwizdanie pana od kontroli lotow na mnie, bo poszlam nie tam, gdzie powinnam…Ci wszyscy ludzie…Bylam jedna dziewczyna, ktora w ogole leciala w te okolice… nie wspominajac, ze lecialo okolo 4 osob. Kiedy wyladowalismy w Honningsvåg, poczulam, ze to jest wlasnie TO miejsce, gdzie czuje, ze powinnam byc.
Tutaj nie ma nic, sa tylko gory, powietrze niczym nie zmacone i nieograniczona przestrzen!
Wyszlam z malego lotniska, zapytalam pana o droge, a on, ze mnie podwiezie, wiec w hostelu bylam w mig. To nie koniec niespodzianek, wchodze do hostelu, a dziewczyna pyta mnie czy jestem z Polski i nagle mowi w jezyku, ktory doskonale znam :) Iwona jest tutaj juz kilka lat, pokoj z wielosobowego zamienil sie w jednoosobowy, pomoc wszelka udzielona. Poszlam szybko do miasta, bo niewiele czasu jest tutaj, by nawet zdjecie zrobic, zaraz robi sie ciemno. Pobieglam, dowiedzialam sie kiedy moge na Nordkapp pojechac i czy sie da (da sie!) spacerowalam i zziebnieta wrocilam. A tutaj dowiaduje sie, ze Iwona pytala szefowa czy moge przyjsc na party pracownikow…wiec dzisiaj wieczorem jestem zaproszona na party a ja nawet normalnych spodni nie mam…nie mowiac o tym, ze otrzymalam taka genialna zupe na pokrzepienie…ze az mi brak slow. Chodze i lzy same cisna mi sie w kacikach…jestem taka szczesliwa, ze tutaj jestem. A te male – wielkie akcenty, tylko utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze jestem w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Telefon milczy. Cisza jest piekna. Nie boje sie. Nie spiesze. Ufam sobie i temu co widze. Nie boje sie samotnosci.Bo to nie samotnosc. Na kazdym kroku ktos lagodnie sie usmiecha. Niczego mi nie brak. Nie tesknie. W ogole. Rozmyslam chwilami. Czasem, ktos mnie poruszy, ale obiecalam sobie, ze ten czas-tutaj, bedzie tylko i wylacznie czasem dla mnie. Dlatego do niedzieli, juz wiecej nie napisze. Musze zapamietac to uczucie tutaj. Ta wolnosc. Ta sile. By juz nigdy wiecej nikt, nie sprobowal wmowic mi, ze marzenia sa nie do spelnienia, ze zycie jest biale albo czarne i ze nie da sie czegos. Na szczecie to nieprawda. NIEMOZLIWE NIE ISTNIEJE.
Kocham Wolnosc. Kocham Zyc.

Jutro ekstremalny dzien. Wszystko przygotowalam, czolowke naprawilam, bo nie stykala. Jutro totalny koniec swiata! Wstaje bardzo wczesnie rano przed 4. Potem loty, z trzema przesiadkami i jestem. Na lotnisku w Honningsvåg. Potem juz tylko droga piechota. Mapa wydrukowana, topografia terenu rozpracowana, mine kilka jeziorek, przejde kolo 2 km i jestem na miejscu. Niby proste, ale zawsze to wszystko wyglada inaczej, niz na mapie…Patrze na to wszystko i nie wierze! Kurwa!:))
Tam juz nigdzie nie uciekne… Potem jak sie uda i pozwoli szczescie Nordkapp. Uff…stresik maly jest. Czas zaczac sie pakowac.