Z kategorii Przygodowo

Ostatnio dużo wcześniej wstaje niż dotychczas. Kiepsko mi to wychodzi, bo poranek jestem totalnie nieprzytomna. Na szczęście popołudniu jest znacznie lepiej. Od dziś w ogóle jest lepiej, bo głowa minęła i czuję przypływ sił. Wysiadłam więc obok Królikarni i nawet miałam wybrać się do parku, obejrzeć sobie miejsce, ale…przyciągnął moją uwagę mały sklepik z kwiatkami… w drodze odwiedziłam 2 lumpeksy… (dobrze, że spłukana jestem, niewiele wydałam:)
W każdym razie do mieszkania dotarłam nie – jak planowałam z kilkoma ciętymi kwiatuszkami, tylko z kolejną doniczką! Fajnie, ten okaz ma pączki i za chwilę zakwitnie:)

Wczoraj dosłałam prezent. Nie dość, że niezwykle ważny, to jeszcze od wyjątkowych osób. Nic nie cieszy bardziej, niż świadomość, że nawet niedługi czas potrafi zbudować więź między ludźmi, na tyle mocną, że wiedzą, jakie bułki lubisz, czemu znów wydajesz w automacie 2.40zł i dlaczego znów dziś nie jadłeś śniadania :)

Dziękuję!

Marzenia się spełniają, tylko trzeba być głupcem i w nie wierzyć:

Koncert życzeń

Zmieniłam nie tylko widok z okna, ale także biurko w pracy, wprawdzie inni ludzie obok,  ale kochani, czyż rozłąki nie cementują przyjaźni? :)

Od kilku dni siadam i próbuje napisać choćby kilka słów. Naprawdę mam o czym…
Nie potrafię tego wyrazić w słowach – TERAZ.
Wszystko się zmieniło. Nie ma ani jednej, takiej samej rzeczy niż dotychczas.
Chyba nie dotarło to jeszcze do mojej świadomości.
Tak bardzo chciałabym się tym podzielić. Najwidoczniej nie ten czas, nie ta chwila. Poczekam. Nic nie jest bez znaczenia.

W cieniu lata przebudowuje swój świat.
Zmywam szarości, nadając nowy, świeży kolor ścian…

Zwykle co kilka miesięcy, powiedziałabym- średnio co 2 miesiące, zasiadam i czytam o górach – ogólnie…bo w sumie zależy, czy wtedy jakaś wyprawa właśnie trwa i mocno kibicuję, czy już się zakończyła i czytam różne zapiski, relacje osób biorących w nich udział. Jedynie, stałym niezmiennym punktem, mej co-dwumiesięcznej kilkudniowej fascynacji są felietony Piotra Morawskiego. Skąd to się wzięło? Nie wiem. Wiem kiedy się zaczęło – w połowie studiów i trwa nadal pomimo nieobecności wspomnianej osoby…

Od dwóch dni śledzę poczynania uczestników wyprawy:
K2 and Broad Peak Polish Expedition 2010 .

K2 leży w głównej grani pasma Karakorum, jest drugim pod względem wysokości szczytem świata (8611 m n.p.m.). Podczas pomiarów, przyjmowano dla każdego szczytu symbol “K” – od nazwy pasma Karakorum. A następnie szeregowano je od zachodu do wschodu cyframi: 1, 2, 3. Ze względu na fakt, że szczyt K2 nie jest widoczny z najwyższych wiosek, nazwy lokalne i proponowane przez pierwszych zdobywców zupełnie się nie przyjmowały. Najczęściej można spotkać się z nazwami Lamba Pahar (“wielka góra” z jęz. kaszmiri) czy Chogori (jęz. balti). Ostatecznie zaczęto używać nazwy K2.

Co do tegorocznej polskiej wyprawy na K2 -wejście na szczyt przewidziane jest drogą Basków (zwaną też czasem Drogą Česena). Właśnie rozpoczyna się próba ataku szczytu. Trzymam mocno kciuki by się udało!

Czym? Chyba wszystkim co się dzieje wokół :))))

“Spoko. To tylko przelot. Stosuj ekspresy, żeby się móc szybko wypiąć.”

Nie przepadam za lotami. Ma się wtedy poczucie rezygnacji, a miejsce docelowe staje się przez chwilę nieosiągalne. Najgorsze – a może właśnie – najbardziej pociągające-  jest to, że przeloty do kolejnej wpinki nigdy nie dają pewności, że wyznaczony cel zostanie osiągnięty, a Ty krzykniesz na górze “Mam auto!” .
Najbardziej spodobały mi się drogi na własnej. Ekspresy są fajne, ale tylko wtedy, by móc je doczepić do taśmy, tudzież innych ciekawych zabawek, by wejść  wyżej…choć  wyżej, nie oznacza bezpieczniej…
Mimo, że czasem chciałoby się iść dalej i czuje się siłę w rękach, nogach, w głowie…to niekiedy, zdarza się tak, że do pewnych miejsc po prostu nie ma dojścia. Czemu? Bo niektóre drogi już od zawsze były usiane przerażającą ilością niebezpiecznych miejsc i  niewielu odważyło się przez nią przejść.  Bo te drogi były zakazane. Zajęte. A tego statusu już nikt nie zmieni. A jakże mocno chciałoby się, dotrzeć tam wysoko…jakże chciałoby się, by było inaczej…

(Chyba to trochę smutne…)


Czuję zmiany. W krwiobiegu. W sercu. W duszy. W otoczeniu.
Możliwe, że mój “Koncert życzeń”, ktoś wysłuchał i pierwszy raz los obdarzy mnie po królewsku!  Możliwe…więc jeszcze nie wiem czy tak będzie.
Mogę tylko napisać, że mocno nad tym pracuję!
Przez to wszystko, czuję pewny ‘ścisk’ w głowie . Ale to chyba ‘ miły ścisk’ – związany z większą ilością niewiadomych niż wiadomych, dużym ryzykiem i poważnymi decyzjami.
Jednak jeśli te decyzje, mają przybliżyć mnie do spełniania swych marzeń – to myślę, że warto. Warto stanąć naprzeciw, nie kryć się za miotłą i działać! :)

Heidelberg to piękne,romantyczne miasteczko nad rzeką Neckar. Oddalone jest tylko 60 minut jazdy busem od Frankfurtu nad Menem. Miasto otoczone jest wzgórzami, a zamek (Heidelberger Schloß) majestatycznie góruje nad Starym Miastem. Zamek niestety pięknie wygląda tylko na zdjęciach, gdyż właściwie to co z niego ocalało to same mury. Rynek otaczają przepiękne,stare kamieniczki z XVIIw.,a jedna z nich z XVIIw. Pięknym zabytkiem jest też Alte Brucke-most z XVIIIw. udekorowany dwoma okrągłymi,białymi wieżyczkami z kopułami. Przy wejściu na stary most znajduje się rzeźba małpy wykonana z brązu (dzieło Gernota Rumpfa).Małpa trzyma lustro a obok niej, na murze, ‘leży’ arkusz z brązu na którym jest napisane:
Czemu mi się tak przyglądasz? Nie widziałeś małpy w Heidelbergu? Spójrz wokół – prawdopodobnie zobaczysz więcej takich małp jak ja!

Poza pięknym widokiem góruje oczywiście piwo Pils, Export i Weizen (Kristall, Hefe Dunkelhefeweizen). Nie można też nie wspomnieć o regionalnie produkowanym browarze o nazwie Heidelberger -jest niezłe, ale bardziej smakuje mi polskie ;)