Zdałam sobie sprawę, że najtrudniej jest nie oczekiwać czegoś od drugiego człowieka. Najtrudniej jest, gdy boimy się, że ktoś z nas wysyca siłę, energie. Ale czy na pewno tak jest? Może to jest tak, że pozwalamy na to, żeby ktoś czerpał z nas, a tak naprawdę, to MY boimy się być sobą i zamiast słuchać tego co inni mają dopowiedzenia i kierować się WŁASNYM przeczuciem, wątpimy we własną siłę. Dlaczego? Dlaczego, gdy ktoś nas skrytykuje, odbieramy to jako atak, a nie jako wskazówkę, informację, którą możemy, ale nie musimy wykorzystać? Dlaczego zbudowane własne wartości, priorytety stają się nagle zachwiane, gdyż ktoś próbuje narzucić nam swoje spojrzenie? Strach jest złym doradcą. Nigdzie bowiem daleko nie zajdziemy, gdy wystraszymy się własnego JA i wycofamy się. Taki bowiem krok sprawia, że stajemy się sfrustrowani, marudni i oporni. Wolność. Przestrzeń. Zamknij oczy i pomyśl, co znaczą dla Ciebie te słowa i nie bój się. To, że masz inne spojrzenie, nie oznacza, że jest złe. I to nie znaczy też, że ktoś chce Cię zniszczyć przedstawiając swoje.

 

 

„Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku”


Uwielbiam to słowo.Bardzo często wymawiam te słowa „kocham Cię”. I wcale mi z tym nie jest źle. Wręcz przeciwnie. Mam kilka bliskich mi osób, którym mówię to do obrzydzenia. Wiem, że Oni tak myślą, że już mają dosyć i dziwią się tą przesadą. Ale ja nie wierzę w to, że takie rzeczy należy mówić rzadko. Nie wierzę, że można się do tych słów przyzwyczaić. Bo nie ma nic wspanialszego od chwili, gdy dostaje się wiadomość od kogoś ze słowami KOCHAM CIĘ.
Niektórzy są tacy ograniczeni w swoim myśleniu, że widzą tylko jeden rodzaj „kochania”. A kochać można przecież różnie. Można kochać przyjaciółkę, że zawsze jest, jak jej potrzebujesz i jak jej nie potrzebujesz. Można kochać swojego resoraka, bo odpala na mrozie i że wygląda nieco gorzej, bo się gdzieś nim przywaliło. Można kochać swoją rodzinę i to też inne kochanie przecież. A można też kochać człowieka, który codziennie przytula i łapie za rękę.
Nieważne jest, jaki to rodzaj „kochania”. Każdy przecież wie, że „kochania” się różnią. I nie trzeba zaraz się złościć, albo rezerwować to słowo jednej osobie i tylko tej. Choć. Uwaga. ZAWSZE „KOCHAM CIĘ” do człowieka, o którym mówiłam, wzbudza inne emocje i ma w sobie inną wewnętrzną siłę. Jednocześnie należy pamiętać o zasadzie: na przykładzie: mam chłopaka, to nie powiem mojemu koledze, nieważne jaki bliski by nie było, że go kocham. Bo to nie prawda. Ale mojej przyjaciółce na dobre i na złe – oczywiście że tak! Wszystko działa w drugą stronę, czyli jak chłopak ma dziewczynę to nie powie, że kocha swoją koleżankę, nieważne jakby nie była dla niego bliska. Bo to nieprawda!
Ale to też jest oczywiste przecież.

Lubię obdarzać ludzi, którzy są dla mnie ważni, tym słowem „kocham”. Bo to nic innego jak czysta postać szacunku i wdzięczności, że jest na tym podłym świecie ktoś, kto zatrzyma się i zapyta „jak się dzisiaj czujesz? ”

Zatem nie bójmy się słowa KOCHAM. Przecież jeśli nawet jest w naszym życiu KTOŚ, wyjątkowo ważny, komu chcesz to mówić, to wiedz, że dla tej osoby masz jeszcze nieskończoną ilość pomysłów i sposobów, by to uczucie pokazać. Inni, którzy są blisko, ale nieco dalej od Ciebie tej szansy raczej nie mają, dlatego warto się dzielić słowami Kocham Cię, które dają poczucie, że nie jesteś sam i nigdy nic złego Ci się nie może stać.

Ostatnio zrobiłam wiele „dodatków” do moich włosów. Rzemyki kolorowe z piórami, zadbałam też o wszystkie moje kolczyki. Już teraz nie leżą bezwiednie w szkatułce, tylko wiszą na „wędce” mojej lampy. Wygląda to niesamowicie i nareszcie mogę każdego dnia zakładać inne kolczyki, bo wiem w końcu jakie MAM!
Mam dwa foldery z pomysłami. Oglądam je codziennie i dodaje kolejne. Czekam już na wiosnę, kwiaty w mieszkaniu zaczynają odżywać, nastała jasność umysłu. Na wiosnę poczekam konstruktywnie i do tego czasu przygotuje wszystko co chciałabym użyć, by w dniu kiedy pierwsze pierwiosnki urosną nie tracić chwil, tylko hasać po zielonej łące. Bardzo mnie pobudza perspektywa „braku czasu” na głupoty i na wirtualny świat. Choć w sumie dzięki niemu, dowiaduje się, jak na przykład spełnić kolejne marzenie, albo jak nauczyć się robić z włosów „kłoska” :))

Nie będę się wstydzić siebie.

Będę dużo pisać.
Będę dużo ryzykować.
Będę dużo się uczyć.
Będę bardziej słuchać.

Od paru dni w głowie rewolucja. Cicha rewolucja, bo za dużo słów wypowiedzieć nie potrafię, bądź wręcz przeciwnie słychać przeraźliwy bełkot tysiąca wyrazów, próbujących czegoś się dowiedzieć. Próbujących. Więc skuteczność jest zerowa.

W mieszkaniu nastał w końcu spokój. Odzyskałam chwilę oddechu. Powoli oddycham i jedyne co mogę powiedzieć,to fakt, że „przetwarzam”.

Odkryłam swoje nowe umiejętności i cechy, które od dziś mogę śmiało nazwać: „tak. taka jestem. tak mam”.
Spodobało mi się to. Bo jakże łatwiej jest, gdy zaczyna rozumieć się, dlaczego „coś” się robi „w taki sposób”, bądź w końcu po wielu latach obserwacji własnego „ja”, odczuwa się niezwykłe zadowolenie, z tego, że „ma się tak, robi się coś w jakiś określony sposób i wiesz, że to jest TWÓJ sposób :)
Tak zwany „SWÓJ STYL” ;)

Niepokoił mnie fakt, że moje myśli nie potrafią się „skupić”, nie potrafią „odczuć” wszystkiego tak jak powinny. W ogóle zrobiłam coś niedobrego, odrzuciłam wszystkie leki, które zostały przepisane od mojego lekarza od migren. I czuję się z tym doskonale, gdyż myślę, że nieco zaburzały mój stan ducha.
Walić leki, tomografia wyszła dobrze, więc czym się przejmować. Trzeba po prostu zadbać o siebie i już.
Może siła nie tkwi w „chemii” tylko umiejętności kontrolowania emocji i odrobiny odpoczynku?
Zobaczymy, czy będę żałowała tej decyzji. Mój tata, jak przeczyta ten wpis (dowiedziałam się, że został jego fanem) zapewne zaraz zadzwoni i powie co na ten temat myśli. Ale właśnie w tym momencie rozpoczęłam swój kolejny eksperyment. Opiszę go sobie na swojej maszynie i przeprowadzę pełny monitoring.
Ciekawa jestem do jakich wniosków mnie to doprowadzi.

Dostałam niezłego kopa ostatnio. Dobrze na mnie zadziałał. Patrzę w lustro i widzę jak się zmieniam.
Okazuje się, że jednak potrafię użyć kredki do oka. To wielka nowość dla mnie i myślę otoczenia, które mnie spotyka na co dzień.
Okazuje się, że potrafię spanikować w centrum Warszawy na dużym skrzyżowaniu. Stanąć. Włączyć światła awaryjne…i…spokojnie pomyśleć (na środku drogi, gdzie wszyscy trąbią) co mam zrobić. Niesamowite.
Okazuje się, że na „rezerwie paliwa” można przejechać pół świata.
Nie wiedziałam, że jestem taką czekoladoholiczką. Przeraża mnie ile ton czekolady ostatnio jem.

Chciałabym kiedyś uwierzyć, że miłość istnieje.

na sen – dobra książka