Od paru dni w głowie rewolucja. Cicha rewolucja, bo za dużo słów wypowiedzieć nie potrafię, bądź wręcz przeciwnie słychać przeraźliwy bełkot tysiąca wyrazów, próbujących czegoś się dowiedzieć. Próbujących. Więc skuteczność jest zerowa.
W mieszkaniu nastał w końcu spokój. Odzyskałam chwilę oddechu. Powoli oddycham i jedyne co mogę powiedzieć,to fakt, że „przetwarzam”.
Odkryłam swoje nowe umiejętności i cechy, które od dziś mogę śmiało nazwać: „tak. taka jestem. tak mam”.
Spodobało mi się to. Bo jakże łatwiej jest, gdy zaczyna rozumieć się, dlaczego „coś” się robi „w taki sposób”, bądź w końcu po wielu latach obserwacji własnego „ja”, odczuwa się niezwykłe zadowolenie, z tego, że „ma się tak, robi się coś w jakiś określony sposób i wiesz, że to jest TWÓJ sposób :)
Tak zwany „SWÓJ STYL” ;)
Niepokoił mnie fakt, że moje myśli nie potrafią się „skupić”, nie potrafią „odczuć” wszystkiego tak jak powinny. W ogóle zrobiłam coś niedobrego, odrzuciłam wszystkie leki, które zostały przepisane od mojego lekarza od migren. I czuję się z tym doskonale, gdyż myślę, że nieco zaburzały mój stan ducha.
Walić leki, tomografia wyszła dobrze, więc czym się przejmować. Trzeba po prostu zadbać o siebie i już.
Może siła nie tkwi w „chemii” tylko umiejętności kontrolowania emocji i odrobiny odpoczynku?
Zobaczymy, czy będę żałowała tej decyzji. Mój tata, jak przeczyta ten wpis (dowiedziałam się, że został jego fanem) zapewne zaraz zadzwoni i powie co na ten temat myśli. Ale właśnie w tym momencie rozpoczęłam swój kolejny eksperyment. Opiszę go sobie na swojej maszynie i przeprowadzę pełny monitoring.
Ciekawa jestem do jakich wniosków mnie to doprowadzi.
Dostałam niezłego kopa ostatnio. Dobrze na mnie zadziałał. Patrzę w lustro i widzę jak się zmieniam.
Okazuje się, że jednak potrafię użyć kredki do oka. To wielka nowość dla mnie i myślę otoczenia, które mnie spotyka na co dzień.
Okazuje się, że potrafię spanikować w centrum Warszawy na dużym skrzyżowaniu. Stanąć. Włączyć światła awaryjne…i…spokojnie pomyśleć (na środku drogi, gdzie wszyscy trąbią) co mam zrobić. Niesamowite.
Okazuje się, że na „rezerwie paliwa” można przejechać pół świata.
Nie wiedziałam, że jestem taką czekoladoholiczką. Przeraża mnie ile ton czekolady ostatnio jem.